sobota, 18 stycznia 2014

Ani to James Bond, ani Konrad Wallenrod – czyli słów kilka o Kuklińskim i filmie 'Jack Strong'


Wizytówka, na której nie ma ani miejsca pracy, ani stanowiska danej osoby. Jest tylko imię, nazwisko i kontakt. 
Na to mogą sobie pozwolić ci, których imię i nazwisko mówi tak wiele, że pozostałe informacje są zbędne (pomijając przypadki, kiedy jest to druga wersja wizytówki, dla zamkniętego grona).  
Płk Ryszard Kukliński, to ani James Bond, ani Konrad Wallenrod. To jak na tej opisanej wyżej wizytówce: Ryszard Kukliński ….i kropka.

----
A teraz o filmie …
W zapowiedzi produkcji Jack Strong, czytamy że jej twórca, Władysław Pasikowski, sięga po ukrywaną przez lata, prawdziwą historię, największego szpiega naszych czasów.
Zadanie prawdziwe nie tylko w sensie logiki matematycznej. Zgoda, że ukrywaną, prawdą jest że największego i co najważniejsze, że prawdziwą.
Oczywiście koloryzacji w Jacku Strongu mamy pod dostatkiem. Na szczęście, jest to jedynie wzbogacenie, a nie jak w przypadku Pokłosia, zniekształcenie.
Mam wrażenie, że Pasikowski pisząc scenariusz, czytał te same książki o płk. Kuklińskim, co ja. Na pewno wiele tu jest Józefa Szaniawskiego ‘Pułkownik Kukliński - tajna misja’. Reżyser pozwala sobie na rozbudowanie fragmentów życia bohatera, o których na razie wciąż niewiele wiemy. To czyni z filmu dobrą sensację, trzymającą w napięciu i co najważniejsze … tak być mogło, choć nie musiało.
Twórca ‘Psów’ oszczędza widzowi takiego nagromadzenia wulgaryzmów, jakim raczył nas przed laty. I za to duży plus, bo siarczyście jest tylko tam gdzie tego wymaga sytuacja, nie ma więc obawy, że widz nieprzepadający za latającym mięsem, będzie zmęczony i zdegustowany.
Pasikowski nie oszczędza nam natomiast zachwytów. Wystarczy spojrzeć na listę nazwisk w obsadzie. Dorociński, Baka, Zamachowski, Ostaszewska, Globisz, Czop – mówi bardzo wiele. Dla kogoś wychowanego na Teatrach TVP, gra aktorska – to sprawa priorytetowa. Wszystkie moje oczekiwania zostały spełnione, zatem 10 na 10 w skali Zaguły.
A do tego w roli gen. Jaruzelskiego, aktor który – właśnie po Teatrach TVP – pasuje fizjonomią do roli kapusiów. Dzięki panie Pasikowski !

Muzyka świetna, gra aktorska doskonała, warta akcja, historia podkolorowana ale zgodna z prawdą, zdjęcia na piątkę. Mam się do czegoś przyczepić, żeby było bardziej wiarygodnie? Okej..
Jeśli ktoś widział ‘Wałęsę człowieka z nadziei’, wie że w czasie filmu można oddychać tamtymi czasami. A to wszystko za sprawą rekwizytów: ścierka, torba na zakupy, stół, chodnik etc. Pasikowskiemu nie można zarzucić, że nie odtworzył epoki, czy że przy tym odtwarzaniu popełnił błędy (jeśli takowe są, to do ich wyłapania potrzebuję kolejnego seansu), jednak nie wspiął się na takie wyżyny odtworzenia, jak zrobili to twórcy ‘Wałęsy’.

I jeszcze napisy końcowe…
Dowiadujemy się, że synowie Kuklińskiego zginęli w niewyjaśnionych okolicznościach i poznajemy datę śmierci bohatera. Zakończenie (pozwólcie, że nie zdradzę) doskonale oddaje tragizm tej postaci, ale dopełniłaby je informacja, że na pogrzebie płk. Kuklińskiego – nie było NIKOGO! z oficjalnych przedstawicieli władz państwowych.
Pojawili się natomiast prezes IPN, prezydent Warszawy Lech Kaczyński, b. premierzy Jerzy Buzek i Jan Olszewski, b. szef MSZ Władysław Bartoszewski, b. marszałek Sejmu Maciej Płażyński.
Dlaczego nie pofatygowali się urzędujący: Aleksander Kwaśniewski, czy Marek Belka, a co z wielkim Lechem Wałęsą – w końcu tylu byłych się stawiło…

To co najważniejsze w Jacku Strongu, to że jest to film o polskim bohaterze. 
Pasikowski nie pozostawia żadnych złudzeń. (Zdrowy człowiek zapyta ‘jakich złudzeń’ : )
Dyskusja o tym, czy bohater czy zdrajca, wydaje się tak samo zasadna, jak rozmowa o tym, czy herbatę można słodzić solą…
Tak, można.  Ale trzeba być wariatem albo nie wiedzieć, czym jest cukier, a czym sól.
'Zdrada' wg Słownika Języka Polskiego, to «działanie na szkodę narodu, kraju itp.»
Czujecie żal, że nie rozjechały nas rosyjskie czołgi, za sprawą których Amerykanie zorganizowaliby nam tutaj drugą Hiroszimę…
Patetycznie rzecz biorąc, płk Kukliński zrobił to dla Matki Ojczyzny.
Pech chce, że wielu tę matkę traktowało jak macochę, z tęsknotą patrząc na wschód…za prawdziwą rodzicielką i żywicielką.

Radek Sikorski mówi ‘powiedz mi co myślisz o Kuklińskim, a powiem Ci kim jesteś’.
Cieszy mnie odpowiedź jakiej udzielił Pasikowski. I to w takim stylu!!*


*jeśli znasz zakończenie filmu, a mimo to oglądasz w napięciu i chcesz obejrzeć jeszcze raz - gwiazdek przyznawać nie trzeba.

sobota, 14 grudnia 2013

Katoliku! Weź przykład z homoseksualisty!

„Czarna lista Homopedii radzi bojkot nietolerancyjnych firm” – to fragment nagłówka piątkowego newsa natemat.pl.

Zacznę do tego czym jest homopedia – taka wikipedia dla homoseksualistów. Hetero radzę nie próbować zakładania jej odpowiednika, bo wyjdzie że jesteście nietolerancyjni.

Ale wróćmy do tej strasznie brzmiącej ‘czarnej listy’. Znajdziemy tam m.in. Polskiego Busa, Nutellę (a dokładnie producenta Ferrero Polska), Wydawnictwo Zysk i S-ka (za książki Cejrowskiego). Są też politycy, tytuły prasowe i ludzie ‘mediów i pop kultury’ – jak choćby Mirosław Baka. Swoją drogą, dla doskonałego aktora, bycie w kategorii 'media i pop kultura', musi być bolesne. 
Podpaść można bardzo łatwo. NSZZ Solidarność naraziła się, jak pisze natemat.pl, usunięciem swojego logo z plakatu promującego LGBT.** 

I teraz drodzy katole, do rzeczy! Można się śmiać, z czarnej listy na wikiepedii dla homoseksualistów. Można wylewać żółć, jak to ma miejsce pod artykułem – a wylewa się ona ze strony ‘za’ jak i ‘przeciw’. Wszystko to jednak, jest postawą bierną. A z tego co wiem, bierności się od nas nie oczekuje tam na Górze. 

Nie zachęcam do włamywania się na serwery homopedii. Nie tędy droga i to akurat, nie po chrześcijańsku. Tym razem całkiem szczerze i poważnie, proponuję wziąć przykład ze środowiska LGBT.
Wśród polskich użytkowników, co jakiś czas pojawia się lista produktów, które należy bojkotować, bo godzą w chrześcijańskie wartości, dokładają cegiełkę, bądź cegłę, do walki z Kościołem, zwalczają nasz kod kulturowy.  I co? I generalnie wielkie NIC!
A to dlatego, że ten ketchup lubimy najbardziej, to piwo nam smakuje, a tu jest największa promocja na telewizory. *

W czym jesteśmy gorsi do LGBT? (tak, to pytanie z tezą). 
A no w tym, że oni mają poczucie jedności, wspólnoty i potrafią je manifestować, choć czasem wymaga to od nich wysiłku i poświęcenia.
Muszę Was zmartwić. To że ktoś uderza w nasze wartości, a my pozostajemy wiernym konsumentem – z nadstawianiem drugiego policzka ma niewiele wspólnego.
----
* Za oceanem są dowody na to, że jeśli się chce, to można.
American Family Association (AFA) od lat bojkotuje firmy godzące w chrześcijańskie wartości i lekceważące religijny charakter Świąt Bożego Narodzenia (bałwanek w miejsce Jezusa). Ze swojej akcji wycofał się swego czasu koncern Forda – po bojkocie obroty firmy zmniejszyły się o 8%. 
---
**LGBT (z ang. Lesbians, Gays, Bisexuals, Transgenders) – odnosi się do lesbijek, gejów, osób biseksualnych oraz osób transgenderycznych jako do całości.

niedziela, 8 grudnia 2013

Tolkienowska Drużyna Pierścienia – obraz nędzy i rozpaczy – czy przepis na sukces?

Kto z nas nie czytał Władcy Pierścieni? Pewnie wielu. Ale film już widziała większość. Niesamowita historia, akcja trzymająca w napięciu, oczarowujący świat fantasy. 
Ani wtedy gdy książkę czytałam, ani gdy wpatrywałam się w wielki kinowy ekran – nie przypuszczałam, że w swoim dziele Tolkien daje przepis – jasny i nieskomplikowany, że wiązać buty (albo przynosić nowe kartki papieru) mogliby mu wszyscy spece od team buildingu.

Polska telewizja, dobre kino przypomina raz na jakiś czas. Pewnego późnego wieczora, przypadkiem trafiłam na ekranizację genialnej trylogii. Film ten sam co przed laty, ale treści rzucające się w oczy – a może raczej w uszy – zupełnie inne.
Ta najważniejsza ze scen, dająca początek wszystkiemu – kiedy Frodo deklaruje, że zniszczy pierścień, w otchłani Mordoru, to zdecydowanie coś więcej, niż początek wyprawy.
Za niepozornym hobbitem staje wiekowy Gandalf, potem kolejno padają deklaracje: Aragorna, elfa, krasnoluda i Boromira:
- Masz mój miecz
- Masz mój łuk
- I mój topór
- I Gondor Cię wesprze
W końcu dołączają mali hobbici, radośnie wykrzykując, że bez nich Frodo, nigdzie nie pójdzie.
9 piechurów – jak określa ich Tolkien – czyli Drużyna Pierścienia, to na pierwszy rzut oka, obraz nędzy i rozpaczy.
Poważnie wygląda stary czarodziej, doświadczony i waleczny Aragorn i zwinny elf Legolas, a reszta…
Zarozumiały Boromir, przykurcz Gimli, czterech małych hobbitów, którzy nie znają niczego poza swoją maleńką wioską  i o walce wiedzą tyle, co ja o budowie silnika.
Ta oto grupa, ma dokonać niemożliwego i ocalić świat….wolne żarty.

Gandalf, ze względu na wiek i wiedzę, mimo że nie niesie na szyi pierścienia,  razem z Aragornem, staje się liderem. Jednak żaden z nich nie patrzy z politowaniem, czy wyższością,  na kompanię jaką los ich obdarzył. Z tej mieszaniny – bez ładu i składu – tworzą spec kompanię.
Niepowtarzalne umiejętności i cechy charakteru, każdego z członków, zostają wyeksponowane i wykorzystane w pełni. Natomiast wady, przyjmowane są jako coś – mimo czego wyprawa ma zakończyć się sukcesem.

Aragorn i Bormir, uczą hobitów walki. Gandalf dzieli się życiową mądrością. Legolas z krasnoludem – mimo niechęci tych dwóch ras – pomagają sobie wzajemnie. Następuje całościowa wymiana dóbr i umiejętności, która jak wiemy, ostatecznie wygra zderzenie, z niemałym zasobem słabości. Każdy zwycięża w swojej dziedzinie.

Oczywiście możemy założyć, że to tylko zmyślona przez Tolkiena historia. Możemy też jednak spojrzeć na nią przez pryzmat, naszej sceny politycznej. Tu ułomności i słabości też nie brakuje. Wielu z nas wyczekuje prawdziwego lidera, który dobierze sobie równie idealnych jak on współpracowników, posprząta, odmieni rzeczywistość, wygra z patologiami …i będziemy mieć krainę mlekiem i miodem płynącą. Świętnie prosperującą gospodarkę, zero korupcji, niezawodną służbę zdrowia, szkolnictwo, funkcjonujący system emerytalny etc.
W tym wyczekiwaniu możemy jednak, z własnej winy, być jak naród żydowski, czekający na Zbawiciela. I tak jak oni – możemy przez swoje wyobrażenia, tego Zbawiciela ‘przegapić’.

Śmiem mniemać, że nigdy nie doczekamy się Drużyny Pierścienia – pozbawionej wad i ułomności. Nie to jest jednak problemem polskiej sceny politycznej. Brakuje umiejętności działania – pomimo tychże ułomności i zdolności do współpracy ponad podziałami – jak w przypadku Legolasa i Gimliego (jeśli komuś ten konflikt wydaje się zabawny – znaczy, że powinien doinformować się w tym temacie).

Nie potrzebujemy cud-lidera, który zgromadzi cud-współpracowników. Potrzebujemy lidera, który będzie miał zdolność jednoczenia ponad podziałami i wydobywania z ludzi, tego co najlepsze.
Gdyby tolkienowska Drużyna Pierścienia, miała czas na szkolenia z team buildingu, może Gandalf nie wpadłby w otchłanie Morii, mali hobbici nie zostaliby porwani, a Aragorn nie byłby ranny.
U Tolkiena jednak, tak jak w świecie realnym, idealne warunki nie istnieją. Odnaleźć trzeba się w zastanej rzeczywistości i w niej działać sprawnie.
I to jest to, czego aktualnie, na polskiej scenie politycznej odnaleźć nie mogę.
Coś czego brakuje, coś co irytuje i najważniejsze – coś czego wyborca, od swojego polityka ma prawo oczekiwać. Jeśli takich umiejętności ludziom władzy brak, to pora, żeby ze sceny zejść. Zawsze jednak można wybrać inną opcję: przebudzenie i działanie.

Uprzedzam oburzony - budowaniem ponad podziałami. Tworzyć można z tymi, którzy grają z nami do jednej brami, a różnią się np. stylem gry, obraną strategią, czy doświadczeniem. 
------
* ciekawy tolkienowskiego przepisu na sukces, zachęcamy do obejrzenia trylogii, pod tym właśnie kątem.

**data publikacji tekstu, zbiegająca się w powstaniem Polski Razem Jarosława Gowina – jest przypadkowa, choć autorka tekstu nie ma nic przeciwko, by po latach pomyśleć – to nie był przypadek.

poniedziałek, 28 października 2013

Tak ANTYPOLSKIEJ sztuki jeszcze nie było – czyli jak reklamować produkt w Polsce ….i POLAK LUBI TO!

Reklamy leciały jedna po drugiej. 

Płyn do płukania – kupcie – nie zmienia kolorów!
Antyperspirant – użyjcie – jest niezawodny!
Spektakl – obejrzyjcie – jest antypolski!

Trzecia z reklam dopadła mnie przy wysokim już tętnie i znacząco je podwyższyła. Nie mogłam oderwać oczu od wielkiego ekranu na siłowni, który zapraszał mnie na spektakl „Nasza klasa” w Teatrze na Woli. Zachęcić miały mnie recenzje. Jedna bardzo pochlebna, zdaje się z tygodnia Polityka. Druga ‘tak antypolskiej sztuki jeszcze nie było’, z Naszego Dziennika.

Gdyby ktoś ćwiczył na maszynie obok, zapytałabym czy jego oczy widzą to co moje. Zagotowałam się, załamałam i ćwiczyłam dalej, bo do końca zostało jeszcze 10 minut treningu. Agresja rosła we mnie jednak z każdą minutą. Ćwiczę do piosenek Panien Wyklętych i Tadka Polkowskiego (pomijając kilka latynoskich hiciorów), przed oczami więc miałam antypolskość jako zaletę, w uszach antypolskość, która pozwala największym bohaterom strzelić w tył głowy.

Gdy dotarłam do pracy, większość moich znajomych na FB, dodała już wpis o śmierci Tadeusza Mazowieckiego. Było o wielkim Polaku, człowieku z klasą, była też gruba kreska, oburzenie na to kogo media proszą o komentarz (swoją drogą bardzo słuszne).
Generalnie temat Mazowieckiego zdominował na chwilę życie na FB i Twitterze. A to zwiększyło mój dysonans jeszcze bardziej.

O pierwszym premierze III RP pisali niezaangażowani, nie uwikłani w spory polityczne. Pojawiły się wpisy lewicowców, prawicowców, Żydów, agnostyków, katolików, publicystów z prawa i lewa – przekrój przez całe społeczeństwo. Nieważne, czy były to wyrazy wielkiego uznania, czy krytyczne opinie o grubej kresce. Wszystkich tych ludzi połączył temat nie tylko Tadeusza Mazowieckiego, ale też po prostu ważnego kawałka historii naszego kraju- bez względu na to jaką pozycję zajęli.

Dla kogo więc reklamą są słowa ‘tak antypolskiej sztuki jeszcze nie było’(dla autora recenzji na pewno był to zarzut, nie pochwała). Kogo do teatru twórcy chcą przyciągnąć tym samoopluwaniem i samobiczowaniem się (bo spektakl jest oczywiście o złych Polakach antysemitach)?
Nie martwi mnie, że któryś z PRowców uznał, że tak negatywna recenzja ze słowem ‘antypolski’ będzie dobrą reklamą.
Martwi mnie, że może to być reklama skuteczna.

Jeśli kogoś antypolskość przyciąga, widzę kilka możliwości:

A) Samospalenie
B) Wyjazd z kraju
C) Harakiri
D) Leczenie  
*niektóre opcje można łączyć

wtorek, 24 września 2013

„Badam, na ile za pomocą narzędzi nauk społecznych można skontaktować się z rzeczywistością” – kontakt nawiązany, czyli o książce „III RP Kulisy Systemu” prof. Andrzeja Zybertowicza

„III RP Kulisy Systemu” to książka, której nie można oceniać ze względu na język literacki, kreację bohaterów, opisy przyrody i trzymające w napięciu wątki. To nie ta kategoria, zupełnie inny dział.
W przypadku takich publikacji są dwa podstawowe pytania.  Co chciał osiągnąć autor i czy dotrze do grupy docelowej.
Sprawdźmy więc, kartka po kartce, czy prof. Andrzejowi Zybertowiczowi w rozmowie (rzeka) z Joanna Lichocką udało się odsłonić kulisy systemu i czy czytelnik to kupi - a jaki czytelnik, o tym później.

Na ‘nasz’ język
Klientelizm wielopiętrowy, grupy interesów, przenikające się światy, ciąg technologiczny. Książka, aż kipi od podobnych określeń.  Przed lekturą proszę jednak, mimo wszystko nie obkładać się ‘słownikiem pojęć socjologicznych’, czy ‘słownikiem wyrazów trudnych’. Tłumaczenie, i to na przykładach, rozwiązuje problem ‘nierozumienia na pierwszy rzut oka’. 
W sprawie ‘zsynchronizowanych dwóch przekazów kulturowych’ proszę zajrzeć na przykład na stronę 50. I co? …sztuką byłoby nie zrozumieć.

Przewodnik-podręcznik, niezbędnik?
Z samego tytułu książki, łatwo wywnioskować, że sporo miejsca (wyjątkiem będą numery stron) poświęcone zostanie tutaj patologii – w końcu o systemie III RP mowa. To oczywiście temat rzeka, warto jednak nie popłynąć, a nakreślić tę patologię i podpowiedzieć, jak ją rozpoznawać. Prof. Zybertowicz przytacza pewne historie, daje czytelnikowi zauważyć, że ‘coś tu nie gra’ i wtedy potwierdza, tak to rzeczywiście patologia.
To taka lekcja ‘zrób to sam – zdiagnozuj patologię’. Edukowanie czytelnika na przyszłość - bo tak bym to określiła - zastosowano także w przypadku mediów.
Na prawej stronie popularny jest pogląd, że ‘Wyborcza kłamie’. Ale czemu kłamie? Jak? To wie już mało kto. Co więc różni tych ludzi od lemingów, cytujących pasek TVN24 (cytujących = myślących paskiem). „III RP Kulisy systemu” to w jakimś sensie przewodnik. Nie tylko uczy rozpoznawać wspomnianą już patologię, ale wykrywać, co w medialnych przekazach nie gra, gdzie dochodzi do manipulacji, zarówno w przypadku tekstu (pisanego czy mówionego) jak i obrazów. Warto tej lekcji ‘nawyku refleksji nad tekstem’ nie przegapić.

Dziennikarce negującej zasadność słuchania tego co mówi się 'na lewo' – tłumaczy, po co i dlaczego. Jej spostrzeżenia rozkłada na czynniki pierwsze. I to jest to, za co socjologów- tych lepszych - cenię najbardziej. Na widok mokrych butów u dziecka nie mówią O! Mokre buty! Ale przyglądając się bliżej potrafią stwierdzić, czy maluch wszedł w kałużę, bawił się w czasie deszczu, a może mama umyła mu zabrudzone obuwie. Zamiast zatrzymać się na efekcie końcowym, który jest widoczny dla każdego, szukają przyczyny, powodu i przez to pozwalają nie tylko zrozumieć, ale co ważniejsze i o czym wielokrotnie pisze prof. Zybertowicz – znaleźć rozwiązanie. Może wystarczy malcowi wytłumaczyć, że do kałuży, to tylko w kaloszach i problemu z obuwiem nie będzie. Takich rozwiązań - już nie w kwestii 'butowej', a polskiej - znajdziemy sporo. 

Metoda kija, bez marchewki
Prof. Andrzej Zybertowicz, to zdecydowanie zjawisko pod prawej stronie. Agnostyk wśród katolików, uwielbiany i szanowany przez środowisko Radia Maryja. To jednak, co zdecydowanie bardziej przykuwa moją uwagę, to jego niechęć do, typowej dla tej strony, retoryki. Wielu błędnie ocenia, że kolejne przegrane wybory przez PiS, to wynik braku wolnych mediów, czy nawet całego zła tego świata. Aby za wiele nie zdradzać zacytuję tylko pewne fragmenty
 ‘Jeśli naród nie umie wyłonić z siebie najlepszych jednostek, dać im wsparcia, to rządzą nim gorsze jednostki’
‘Łatwiej nam dostrzec ograniczenia niż szanse’
‘Wszystko przez onych’ –
ironicznie.

Wbrew pozorom, to zachęta do działania i do mobilizacji. Wiele akcji na polskiej prawicy można skwitować słowami - nieważne jak, ważne że dla idei. Obawiam się tylko, że ta idea ma dość bycia w takiej bylejakości. Może więc, metoda kija i marchewki a'la Zybertowicz (znaczy często bez marchewki) zadziała.

Nie samym lukrem autor żyje
To druga książka prof. Zybertowicza, którą czytam (poprzednia ‘Pociąg do Polski’ była zbiorem tekstów autora, które ukazały się w prasie) i niestety zarzuty są podobne. Po pierwsze powtórzenia, po drugie powtórzenia przykładów.
Autor musi wziąć pod uwagę, że jeśli jest słuchany, to potrzebne są kolejne okładki gazet, kolejne cytaty do przytoczenia. W innym wypadku zwyczajnie zostanie uznany za kogoś, kto często się powtarza.

Szkoda, że nie pomyślano o zaznaczeniu daty powstania rozdziałów. Lektura pozwala stwierdzić, że przedział czasowy jest dość spory. Jednak dla porządku chciałabym wiedzieć, kiedy toczyła się dana rozmowa i dlaczego akurat to wydarzenie (na które powołują się Zybertowicz z Lichocką) zostało uznane za ważne.

Niezbędna dawka złośliwości
Trudno utrzymać uwagę czytelnika, zwłaszcza gdy pisze się o sprawach poważnych. W ‘III RP Kulisy systemu’ sporo jest ‘wrzutek’ uwagę przywracających. Do tych najsmakowitszych zdecydowanie należy podręcznik historii - ten z przyszłości ma mieć rozdział ‘Politycy, których się wstydzimy’ Zybertowicz widzi Dukaczewskiego i Tuska razem w więziennej celi rozprawiających o stanie państwa. Na zarzut J. Lichockiej, że ci Panowie tego by na pewno nie robili, autor odpowiada, że ‘będą chcieli wydać książkę, żeby mieć na papierosy[…]’ bo w opowieści starszych panów o panienkach ‘nikt nie uwierzy'

Zybertowiczowi zdarza się też na pytanie o (prawie niemożliwy) awans do elity ludzi spoza systemu odpowiedzieć cytatem z trenera Górskiego. Jakim? No na pewno nie o dwóch bramkach.

Kobieca emocjonalność vs ?
‘III RP Kulisy systemu’ to rozmowa Joanny Lichockiej i prof. Andrzeja Zybertowicza. Pisząc o książce, zdecydowanie warto zwrócić uwagę na samą wymianę zdań i jej klimat.  Trzeba przyznać dziennikarce, że praktykuje to, o czym już wielu w tym fachu zapomniało. Krótkie pytania ‘po co?’ ‘dlaczego?’ ‘kto?’ – czytelnikowi są niezbędne. Jeśli dziennikarz nie boi się dopytywać, a raczej nie rezygnuje z tej formy - bo woli w wydumanych przemyśleniach zareklamować siebie, udaje mu się dotrzeć do sedna sprawy.

Emocjonalność dziennikarki sprawia, że momentami bywa ona męcząca dla czytelnika, który wtedy wyczekuje stonowanej odpowiedzi profesora. Nie wiem czy taka była umowa, między rozmówcami. Przy jednym zbyt wylewnym pytaniu, w głowie pojawiła się myśl ‘przesada z tym romantyzmem’… wywód zakończyło podsumowanie (już Zybertowicza – a nie myśli w mojej głowie) ‘ach ten oddech romantyczny’. Nie wiem, jak czuje się czytelnik, który w tym momencie myśli jak pytająca…choć w zasadzie w tej części książki rozmówcy zamienili się roli.

Joanna Lichocka, w niektórych fragmentach, prezentuje właśnie ten obraz prawicy, tak krytykowany przez prof. Zybertowicza. Zrzuca winę na ‘onych’, odrzuca panujące realia i jeszcze ta idea, co nieważne jak, ważne że jest. Można nawet odnieść wrażenie, że Zybertowicz z tego korzysta, budując swój obraz – jako człowieka stonowanego. Dodatkowo na przykładzie Lichockiej, pokazuje pewne socjologiczne mechanizmy.
-----
 „Badam, na ile za pomocą narzędzi nauk społecznych można skontaktować się z rzeczywistością” – tak na  twitterowym profilu pisze o sobie prof. Andrzej Zybertowicz. ‘III RP Kulisy systemu’ to kontakt udany i co ważne, czytelny nie tylko dla socjologa. Mało prawdopodobne wydaje się, by po książkę sięgnęły lemingi. Nawet nie ze względu na nazwisko kojarzone z prawą stroną, ale na lemingowskie zainteresowania (przecież tyle nieprzeczytanych Paulów Coelhów  i Grocholi czeka).

Jeśli ta publikacja miała być podręcznikiem-niezbędnikiem dla zwolenników prawej strony, to jest szansa, że spełni swoją funkcję. Ta wyedukowana część ‘obozu niepodległościowego’ będzie mieć poczucie pewnego niedosytu. Ale może to i dobrze…nie tyle z socjologicznego, co z psychologicznego punktu widzenia. 

niedziela, 22 września 2013

Efekt Gdyński

Miały być filmy, wyjątkowa atmosfera, świadkowie historii i i ludzie, którym chce się uścisnąć dłoń. I tak było w Gdyni na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym –Niepokorni, Niezłomni, Wyklęci.

Radość, to zobaczyć celebrytę na żywo.
Jeszcze większe wyróżnienie, gdy przypadkowo napotkaną gwiazdeczkę uda nam się namówić na wspólne zdjęcie.
Mam tak samo i zarazem zdecydowanie inaczej.

Wśród osób, które pojawiały się na Festiwalu w Gdyni, byli moi celebryci...

Konserwatywny feminizm
„Kobiety nie były raczej na dowódczych stanowiskach w wojsku, obowiązków domowych miały za dużo. Ale moim zdaniem  - panowie wybaczą - one z natury są odważniejsze od mężczyzn. Tak już mają”
To głos kobiety, która walczyła na wojnie i po niej (bo wiecie już, że to paskudztwo nie skończyło się w 1945?). Na scenie same panie. Nikt nie przerywa. Nikt nie krytykuje. Wszyscy słuchają. Tak wygląda feminizm po prawej stronie. Hasła ‘mój brzuch moja sprawa’, tu nie znajdziesz – brzuch w tym rozumieniu traktujemy jako nowe życie. Kobiety po tej stronie mają jednak głos. I jest on słyszalny. Magdalena Środa może spać spokojnie.

Patriotyczny spontan - rap, nostalgiczne ballady, rock, odrobina punka i Rota.

Na ‘Panny Wyklęte’ idziemy do Klubu Ucho. Na ścianie plakaty z koncertu Analogsów i KSU. Punk Rocka czuć w powietrzu. Publiczność skacze pod sceną. Ci, który wolą tylko nogą przytupywać i nie chcą oblać się piwem, stoją raczej w okolicy baru. Koncert jakich wiele, a jednak inny. Nie tylko muzyka nas tu ściągnęła, ale też tematyka. O co chodzi? Spróbujecie na koncercie w klubie zaintonować Rotę. I sprawdźcie, czy publiczność stanie na baczność, by zaśpiewać ją z należnym honorem.
Przypadek? Możliwe, ale powtórzony dnia następnego. W odpowiedzi na bisy, raper Tadek Polkowski, obiecuje, że zaśpiewa, ale najpierw niech to publika przejmie inicjatywę. Wystarczą pierwsze słowa zaintonowane przez muzyka. Nikt już nie siedzi, bo 'Legiony' śpiewa się w postawie stojącej*
*autorce tekstu dziadek 'Legiony' śpiewał w ramach kołysanki – postawa leżąca musi być więc wybaczona 

Uszczypnijcie mnie - my na scenie, a Oni wśród publiczności.

Zanim przyszła nasza kolej na opowieść o tym, jak powstała książka, zdążyłam się kilka razy uszczypnąć. Na sali siedziała Ona - Lidia Lwow-Elbre – towarzyszka życia i towarzyszka walki mjr Łupaszki. Pierwszy raz czułam taką tremę. Zaraz miałyśmy mówić o tym, jaką świetną sprawą jest nasza książka etc., a tuż obok siedziała jedna z Panien Wyklętych. Wśród zgromadzonych, także kobieta skazana na 10 lat w stanie wojennym – najwyższy wyrok jaki wymierzono. Czy na pewno my powinnyśmy zabierać głos?...
Zaszczyt – to słowo doskonale oddaje, co czułyśmy, gdy słuchało nas takie grono.

Wzruszać się jest rzeczą ludzką, a już na pewno kobiecą

Autentyczność – tym mogą pochwalić się imprezy takie, jak ten Festiwal. Brawa są wtedy, gdy bić je wypada. Owacje, gdy dzieje się coś wyjątkowego. Nagrodę odbiera dr Krzysztof Szwagrzyk. Publiczność wstaje. To wyraz szacunku dla pracy jaką wykonał ten człowiek i jego ludzie, ale też dla tych, których już odnalazł i tych, których wciąż szuka. Statuetkę wręcza p. Lidia Lwow–Elbre (wspominana już narzeczona Łupaszki).
„Bardzo dziękuję, że znalazł Pan Łupaszkę” …nie wiem jak inne gardła, moje doznało ścisku.

----

Jeszcze kilka lat temu, dziwiłam się,  że spotkanie z celebrytą może uszczęśliwić. Teraz już rozumiem. Moi celebryci może nie śpiewają, nie tańczą i nie opowiadają swoich historii poczytnym gazetom. Mam jednak wrażenie, że zbudowani są z innej tkanki. Takiej Niezłomnej, Niepokornej i do niedawna Wyklętej.

sobota, 14 września 2013

Taka inna relacja z koncertu... - 'Panny Wyklęte' 13.09.2013r.


Już zawsze będę mieć przy sobie notes, przysięgałam sobie w duchu, przytupując rytmicznie kaloszem. Potrzeba matką wynalazku. Rozwijam więc zapisaną chusteczkę…

'Dzień zwycięstwa, o nas zapomniał świat
Moich 17 lat, zabił czyjś syn i brat'
...
'Stanę na każde Twe zawołanie, Polsko!
Po Bogu pierwsza, poza Nim przed Tobą nikt'
...
'Za co jest wyklęta, nie zapomni Bóg'
...
'Oddaj mi mój kraj!'
...
'Niech już nie zapada kurtyna milczenia
Niech niewygodna prawda wyjdzie z podziemia'
..............
Tyle wystarczy, by 'Panny Wyklęte' ustawić na półce z płytami.
Ja na swoją czekam (2 tygodnie - pozdrawiam sklep FonoSzop.pl)

http://www.youtube.com/watch?v=QvqLy88OPJ4